Od razu wyjaśniam, że nie "przemianowałam" mojego bloga na kosmetyczny :-) Po prostu dziś jest jeden z tych dni, który w całości mogę poświęcić na nicnierobienie, a tusze do rzęs do obok perfum mój drugi "bzik" jeśli chodzi o kosmetyki (drugi i ostatni). Jeśli w "chomikowaniu" zapachów jest o tyle wygodniej, że ich data "ważności" jest stosunkowo korzystna, tak w przypadku tuszu do rzęs bywa gorzej. Ale nie mogę się im oprzeć, dlatego zazwyczaj testuję je kilkanaście tygodni i wędrują dalej :-) Wiem, że to hobby mało ekonomiczne, ale próbki nie zawsze są produkowane akurat tych firm, na które mam ochotę. Ale przynajmniej koleżanki są szczęśliwe :-)
Pamiętam w roku 2011 udało mi się poznać tajniki około 12 stu tuszów - zdecydowanym zwycięzcą okazał się Diorshow Extase :-) W tym roku... o tym za chwilę :-)
Dodam tylko, iż jestem zdecydowaną fanką teatralnego wyglądu rzęs, muszą być długie i grube :-) Czasami nawet nie pogniewam się na odrobinę przerysowany efekt :-)
Zaczynamy od bubli, kończąc na faworytach :-)
Miejsce 9: Lancome Hypnose
Niestety... to nie pierwsze moje spotkanie z tuszami tej marki, ale przy pozostałych Hypnose wypada zdecydowanie najsłabiej. Szczoteczka jest w miarę wygodna w użyciu, dobrze rozprowadza tusz na rzęsach ale by uzyskać JAKIKOLWIEK efekt trzeba się namachać kilkanaście minut (kto ma na to czas)... Jedna czy 4 warstwy - nie ma moim zdaniem żadnej różnicy, a szkoda!
Miejsce 8: Benefit Bad Gal Lash
Jakby to określić... Odnoszę nieodparte wrażenie, że to mieszanka rozdrobnionego węgla i wody. Brzmi głupio, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Szkoda, bo nastawiałam się na efekt "firanki" a tu nic. Z całą sympatią do marki Benefit - Bad Gal to niewypał (They're real zresztą też...)
Miejsce 7: Giorgio Armani Eyes to kill
Na początku użytkowania byłam nim wręcz zachwycona, jednak po pewnym czasie przestaliśmy się lubić... Rozumiem sympatię innych dziewczyn do tego tuszu, ale jak wspominałam wyżej jestem fanką MEGA rzęs, a Armani swoją wodnistą jak dla mnie konsystencją nie jest w stanie uzyskać efektu nawet poprawnego
Miejsce 6: Dior Diorshow Iconic
W tamtym roku jego brat Extase pobił wszystkie inne już w przedbiegach, niestety Iconic zostaje daleko w tyle. Szczoteczka z bardzo krótkim włosiem - zapobiega "ociapkaniu" sobie połowy oka podczas malowania, ale na tym plusy się kończą. Efekt tylko poprawny, co dla mnie to zdecydowanie za mało!
Miejsce 5: Lancome Dolls Eyes (przepraszam, za nieostre zdjęcie)
Wypadł w rankingu lepiej niż brat Hypnose, za zadowalający efekt wydłużenia, który można osiągnąć bez najmniejszego wysiłku, jednak o pogrubieniu nie ma mowy - a szkoda, bo mógłby zając u mnie pierwsze miejsce :-)
Miejsce 4: Helena Rubinstein Black Feline Lash Queen
Mam do tej marki i tuszu ogromny sentyment, lubimy się, nie było między nami zgrzytów, jednak ranking to ranking - wygrywa po prostu ten najlepszy :-)
Miejsce 3: Pupa Diva's Lashes
Tu zaczynają się schody, każdy tusz z 1go, 2go i 3 go miejsca jest inny, jednak łączy je rewelacyjny efekt gęstych, pogrubionych i wydłużonych rzęs. Tusz Pupa kupiłam przypadkiem będąc w Polsce (no dobra, połakomiłam się na czerwone opakowanie) i co? Owszem, ogromna szczota może przerazić, ale uwierzcie mi na słowo - efekt jest powalający! Tusz nie idzie w obieg i podobnie jak 2 następne zostaje ze mną :-)
Miejsce 2: YSL Schocking
Nieziemski miodowy zapach :-) Szczoteczka wygląda skromnie ale to co robi z rzęsami - to magia :-) Trzeba nabrać wprawy, by osiągnąć efekt, taki o jakim Wam od kilku wersów przynudzam, jednak wysiłek się opłaca! Rewelacja!
Miejsce 1: IsaDora Big Bold Mascara
Tadam! Szczota jest jeszcze większa niż w przypadku maskary marki Pupa, ale wierzcie - jej monstrualny rozmiar potrafi cuda! Wydłużenie i pogrubienie na najwyższym poziomie! A co najlepsze to prezent od mamy... :-)